Nic nie boli tak jak zdrada



Podobno ze zdradą jest jak z komornikiem...


Każdy go miał, ma lub będzie mieć. Nie do końca się z tym zgadzam, ale zdrada jest  tak powszechna jak....
Zdrada jest synonimem naszych czasów, seks jest wszędzie, wszystko musi być seksi, jedzenie, muzyka, sukienka, samochód, upięcie włosów. Podobno obyczaje nam się rozluźniły i dlatego szybciej opuszczamy portki i zadzieramy sukienki. Dziś para przysięga sobie wierność przed ołtarzem, jutro są po rozwodzie, bo łatwiej jest wymienić niż naprawić.

Rozmawiałam kiedyś z kolegą właśnie na temat zdrady, ja się produkuje, a on mówi, "no wiesz, to zależy, o jakiej zdradzie mówimy tej fizycznej czy emocjonalnej." Łał to tego cholerstwa są różne odmiany, pomyślałam.
Wiecie, że można kobietę zdradzić z miłości?! Otóż, podobno to możliwe. Można tak kochać partnerkę i zarazem mieć tak wyuzdane, świńskie, poniżające potrzeby seksualne, że lepiej iść zapłacić niż sponiewierać tę, którą podobno kochamy. Co tym facetom siedzi w głowach, trudno zrozumieć.

Z rozmowy tej dowiedziałam się również, że zdrada fizyczna to dwa stęknięcia jeden błysk, często po alkoholu i taki skok w bok się nie liczy.
Czym innym jest podobno zdrada emocjonalna. Otóż nie musi tutaj dochodzić do konsumpcji, między kobietą, a mężczyzną tworzy się więź emocjonalna, mają oni "swoje sprawy", swój system komunikacji, spojrzenia, uśmiechy, jest fascynacja i zauroczenie często mylone z miłością. Taki pewnego rodzaju wyidealizowany związek. Nie jest on oparty na wspólnym ponoszeniu trudów dnia codziennego, może, dlatego wydaje się lepszy, daje to, czego w tym realnym związku brakuje. 

Przeczytałam kiedyś wywiad z jakąś celebrytką i ona powiedziała, że nie wyobraża sobie spać z telefonem pod poduszką i zastanawiać się, kto napisał sms-a, za każdym razem wychodzić do toalety, aby to sprawdzić. Ja też nie!
Wczoraj natomiast oglądałam wywiad z Anją Rubik i ona powiedziała, że nie chciałaby się dowiedzieć, że została zdradzona. Mam takie samo zdanie, nawet gdyby pół miasta wiedziało o moim porożu, nie chciałabym wiedzieć, że partner mnie zdradził. Nawet, jeśli byłby to jednorazowy, nic nieznaczący wyskok.

Zdrada powoduje dyskomfort, ciąży jak czarny, zimny, przemoczony, nieprzyjemny płaszcz, więc dlaczego ma  mnie ktoś nim obarczać. Niech go to cholerstwo dusi i gnębi. To twoja zdrada, twoje poczucie winy i nie chcę, abyś oczyszczał się moim kosztem. Jest zabawa, jest ryzyko, że utoniesz we własnym gównie. Proces podnoszenia się po takim ciosie jest bardzo długi i ciężki, często odbija się negatywnie na całym życiu. Można odejść lub wybaczyć, ale nie zmienia to faktu, że cierpi osoba, która na to nie zasłużyła, więc pytam w imię, czego, szczerości z samym sobą? Nie! Dziękuję.
 Żółwinka♥

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz