Naście rzeczy, które uszczęśliwiają mnie, na co dzień



Podobno moją mocną stroną jest krytyczne myślenie....


otwartość umysłu, empatia, która w wielu przypadkach przeradza się w naiwność, umiejętność porozumiewania się z ludźmi, rozwaga, roztropność, ale również życzliwość, poczucie humoru, wrażliwość na piękno. Niestety nie jestem kreatywna, nie potrafię rysować, a bardzo bym chciała, nie potrafię śpiewać, nawet kurcze guzika nie potrafię porządnie przyszyć.
Wiesz już, dlaczego moje posty zalatują jędzowatością, sarkazmem, kąśliwością, cynizmem. Otóż, jestem w tym dobra!
Jeżeli masz dla mnie propozycję jak mój potencjał wykorzystać, potrzebujesz zjebki, postawienia do pionu, daj znać, jestem do usług.



Rozmowa z Moaa
M: hej dzisiaj 
Ja: hejka, czy ty też tak masz, że zasypiasz na stojąco? rano wstałam i jadłam owsiankę z zamkniętymi oczami, a poszłam spać o 23, jakieś zmęczenie mnie dopada ,nie mam posta, nie mam nawet na niego pomysłu, a miałam pisać we wtorki i czwartki
M: ale jaki słowotok z rana! ja dziś czuję się super 
Ja: już myślałam, że się wystraszyłaś idzie wiosna, ludzie budzą się do działania, a mnie łapie jakieś gówno
M: to mam dla Ciebie zadanie napisz posta: 5-10 rzeczy, które Cię uszczęśliwiają, na co dzień! 
Ja: ło jeju, aż 10:)

Po namyślę dochodzę do wniosku, że to dobry pomysł. Może warto pokazać, że jest coś, co mnie cieszy. Dla niektórych to będą banały, ale taka jestem i one mnie cieszą najbardziej.

Lubię, kiedy rano patrząc w lustro nie widzę żadnego nowego pryszcza, moja cera jest piękna (na ile taka może być, przy acne tarda), moje włosy po przejechaniu prostownicą są gładziutkie jak masełko, bez stojących antenek, bez puszenia i odrostów.

Lubię, kiedy idę do pracy, a mróz rysuje rumieńce na mojej twarzy. Cieszą mnie również oznaki nadchodzącej wiosny, każdy promień słońca i śpiew ptaków. Patrzę w okna mijających mnie skm-emek, z nadzieją, że może ujrzę kogoś znajomego śmigającego do pracy.

Lubię, kiedy jest 08:05 mam włączony komputer i wszędzie czuć zapach mojej, świeżo zaparzonej kawy. Nikt nie zrobi mi lepszej niż ja sama, mocna, fusiasta z mojej ulubionej filiżanki w truskawki. 


Lubię, kiedy w pracy wszystko jest tak jak należy, bez awarii, stresu, niespodzianek, każdy wie, co ma robić i jeszcze jest z tego zadowolony.

Lubię, kiedy uda mi się kupić  jakiś niezniszczony, pasujący i niedrogi fatałaszek. Nie ważne czy na wyprzedaży czy z lumpeksu, ważne, że niepowtarzalne, dobre i niedrogie.

Lubię, kiedy wracam do domu i pytam Pana M ile dzisiaj wypaliłeś, a on odpowiada: jednego.
Lubię, kiedy moja zupa jest wyśmienita, zdrowa, lekka i zbiera wiele ochów i achów. Generalnie lubię, gdy innym smakuje.
Scenka z wczoraj, deser
Pan M: wyśmienity, jutro też kupię truskawki,
Ja: dobry, ale niedługo będziemy wyglądać jak wieloryby,
Pan M: nie mam problemu i tak nie mam w planach szukania nowej miłości.

Lubię, gdy zadzwoni przyjaciółka, żeby mi powiedzieć, że czas tak szybko ucieka i nie nacieszyła się moją obecnością w ostatni weekend.

Lubię, kiedy napiszę posta i wiem, że jest zrozumiany, bo to jest dla mnie znak, że właściwie dobrałam słowa, zobrazowałam to, co w mojej głowie siedzi. Nie potrzebuję fałszywej akceptacji i poklasku, każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Możemy dyskutować przez wiele godzin, a na koniec każdy może pozostać przy swoim zdaniu. 
Cieszą mnie takie komentarze, dają poczucie sensu:

Czytelniczka: „cholerka. wchodzę na bloga.. patrzę na szatę graficzną i myślę, gdzie ja jestem? Nie mogłam sobie przypomnieć czyj to blog.. dopiero jak doszłam do końca wpisu i zobaczyłam podpis "żółwinka" to mnie olśniło! uwielbiam Cię i cieszę się, że znowu tu trafiłam:D Twoja szczerość bije tak mocno, że oczy mnie zaczęły boleć od monitora! ale dobrze, bo o to właśnie chodzi, by ślepcy zobaczyli światło:D”

Ja: „Miło jest czytać takie komentarze. Zastanawiam się nad tym, czy oby te moje wpisy nie są tylko kąśliwe. Jakby je jakaś zakompleksiona, podstarzała, stara panna pisała. Nie oznacza to, że nie potrafię być miła, bo z reguły jestem:)”

Czytelniczka: „Oszem, czasami tak brzmisz, ale właśnie to jest w tym fajne! A najfajniejsze jest to, że mimo iż się Ciebie nie zna osobiście, to się odczuwa, że wcale taka nie jesteś. Zazwyczaj nie czytam tego typu blogów, bo wydają mi się demotywujące, ale z Twoim efekt jest zupełnie odwrotny:D”

Lubię, kiedy dzwoni mama i pytam, „no co tam?”, ona odpowiada „nic, chciałam tylko usłyszeć twój głos.” Wtedy wiem, że u nich wszystko dobrze, są zdrowi i nie mają problemów.

Lubię, kiedy na moim stole stoją piękne, małe, różyczki, rozwijają się i razem z zapalonymi świeczkami dają dużo uroku.

Lubię, usiąść w fotelu i obejrzeć to, na co mam akurat ochotę, w domu jest ciepło, spokojnie, nie mam na głowie swoich i innych problemów.

Lubię przeczytać coś dobrego bez zastanawiania się później, „o co, kurwa kaman.” Tekst ma mi dać impuls do myślenia, trawienia, nawet przez kilka dni. Wtedy jest dobry. Nie lubię rad typu 7 sposobów na orgazm, faceta, cerę, obiad, dziecko, itd.

Lubię zaglądać do moich roślin w poszukiwaniu nowych pączków kwiatowych i wyrastających liści. Mówię do nich, a one odwdzięczają się uspokajającą zielenią liści.

Lubię, gdy zapuka sąsiadka i mogę jej pomóc, jeszcze lepiej, gdy tej pomocy nie potrzebuje, nie ma żadnego problemu. Chce nas poczęstować kawałkiem upieczonego przez siebie ciasta, zrobionego pasztetu lub oddać listy, który zgodnie z umową listonosz u niej zostawia.

Lubię mieć zadbane dłonie i  pomalowane paznokcie. Jeżeli też to lubisz zainwestuj w  to. Warto!

Lubię, dostawać takie sms-y „dostałam dziś 5 z chemii”, miód na moje serce. 

Lubię, kiedy kładę się do łóżka i mimo, iż oficjalnie mówię, że jestem niedowiarkiem czuję potrzebę zmówić Ojcze nasz....

Jak widać na co dzień nie jestem taką heterą, chociaż nie ukrywam mam tyrańskie zapędy. Obawiałam się, że ciężko będzie znaleźć mi te 10 rzeczy, które uszczęśliwiają mnie, na co dzień. Jak widać jest ich całkiem sporo, a lista nieskończona. Jaka jestem, przeciętna, może dlatego inni mogą czuć się wyjątkowi?
Żółwinka







Brak komentarzy :

Prześlij komentarz