My pozoranci



Żyjemy w dziwnych czasach...
Oficjalnie nie lubimy reality show, M jak miłość i disco polo. Gdy zapytasz, czego słucha korpoludek, na pewno nie usłyszysz, że jest to Jennifer Lopez czy Shakira. To nie modne, możesz tego słuchać w domu, przy sprzątaniu, byle nie za głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy. Oficjalnie słuchamy Pink Floyd, Stinga, Marii Peszek, Edyty Bartosiewicz, Mela Koteluk też jest z tej "inteligentniejszej" półki. Nie ważne, że na uroczystościach rodzinnych czy firmowych króluje disco i Ona tańczy dla mnie, przecież nie można się do tego przyznać, bo to wiocha i obciach. W co drugim samochodzie brzęczy Zetka czy Eska, ale oficjalnie słuchamy Radiowej Trójki.

Nie lubimy też M jak miłość, Klanu czy Na Wspólnej to seriale dla pustaków. Co prawda każdy z nas wie jak zginęła Hanka Mostowiak lub z kim Bożenka z Klanu straciła dziewictwo, ale cicho sza. 
Po robocie włączyliśmy TV i coś tam mimochodem usłyszeliśmy, przecież my tego g**** nie oglądamy. Polskie seriale są passe. Na topie jest Gra o tron, a wczoraj w kinie oglądaliśmy "Idę", a w poprzednim tygodniu było "Pokłosie" i "Papusza".
Polak nie przyzna się, że ogląda programy rozrywkowe, bo to obciach. Przecież TV robi wodę z mózgu i pożera dużo czasu, który można przeznaczyć na rozwój tegoż organu. Coraz częściej chwalimy się, że nie mamy telewizora i tak nam bez niego dobrze, że aż zapodamy sobie Mam talent w Internecie.


Tak, nie lubimy tego chłamu i obciachu, że nie zauważamy, jak w Internecie powstają tworzone przez nas samych seriale. Przecież, gdy złożymy wszystkie zdjęcia z fejsbunia, Instagrama, blogów to mamy nasze własne reality show. Bez trudu można zobaczyć jak przyjaciółka żyje, co dzisiaj zjadła, o której wstała, ile godzin była w pracy, czy dostała podwyżkę, czy dziecko jest zdrowe i jakie oceny przyniosło, co kupiła, co robi na obiad, czego jej brakuje, ile ma debetu, jak mieszka, czy jest szczęśliwa, czy jest nieszczęśliwym frankowiczem, jakiego ma męża, kiedy ostatnio uprawiała seks, gdzie spędzi weekend, jaki film obejrzy, czy mąż ją zdradza itd., itd. Nosz kurna istne Z jak życie, tylko czy na wyższym poziomie niż M jak miłość?


Oficjalnie też nie przyznamy się, że czytamy Fakt, Super Expres czy Vivę za 99groszy, przecież my czytamy Wysokie obcasy, Duży Format, Politykę i Newsweek-a. Każdy wie, o fałdce tłuszczu Edyty Górniak, z kim śpi Kuba Wojewódzki, ale nikt Pudelka, Kozaczka, Pomponika, Plotka nie czyta.
Podobnie jest z książkami, wstyd się przyznać do Pięćdziesiąt twarzy Greya, tfu, tfu, chłam. 
Do czytania Grocholi też lepiej się nie przyznawać, a romanse? Romanse czytają tylko wiejskie gospodynie domowe, o ile w ogóle one coś czytają, bo poziom czytelnictwa w Polsce jest opłakany. W Z jak życie pełno jest fotek z książką pod choinką, na stoliku w sypialni, w łazience. Skoro tak mało czytamy, to wychodzi na to, że my się tylko z tymi książkami fotografujemy i wrzucamy te fotki do netu. Niech widzą, jacy oczytani jesteśmy.

Nie ważne, że Internet jest pełen naszych życiowych seriali, oficjalnie brzydzimy się chłamem. Nie ważne, że te inteligentne pozycje notorycznie kradniemy z netu, przecież płyty, filmy, książki są drogie. Gdy wgramy tę super muzyczkę do naszego wypasionego ajfonika nikt nie będzie wiedział, że to pirat. 
Żółwinka

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz