Bo to zła kobieta była




Rozmawiałam ostatnio ze znajomym...
On na drugi dzień powiedział „dałaś mi do myślenia”, że ja niby taka mądra, pomyślałam. Chłopie, a ile ty mi dałeś do myślenia, ho, ho! Rozmawialiśmy na temat relacji damsko męskich, związkach, miłości, wartościach. 

Od tygodnia zastanawiam się, czy mężczyzna przeżywając w młodym wieku związek ze starszą, doświadczoną kobietą, oparty tylko i wyłącznie na seksie ma szanse, aby później zbudować wartościowe relacje z inną kobietą. Czy będzie potrafił całkowicie zapomnieć, odciąć się. Przez cały czas przekonywał mnie, że było- minęło, ale nie wiem, kogo bardziej chciał przekonać. Mnie czy siebie? 

W tamtym związku nie było niczego wartościowego, opierał się on jedynie na fascynacji seksem i jak pokazał to czas tylko i wyłącznie z jego strony. Zastanawiam się, jak łatwo jest zafascynować małolata, który nie ma zbyt dużego doświadczenia, gdzie w sytuacjach intymnych to kobieta przejmuje inicjatywę, bo inaczej byłyby to „dwa stęknięcia, jeden błysk”.



Obecny związek, również ze starszą kobietą. Oparty raczej na relacji matka-dziecko, duże dziecko. Dwanaście lat różnicy to w ich przypadku przepaść. Duży bagaż doświadczeń, mąż, alkoholizm, poniżanie, terapie, małe dziecko, rozwód, nowy związek, facet, który chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko, rozstanie, obecnie studiujący już syn, praca, utrzymanie domu, kredyt, brak wsparcia, on, mały chłopiec, nieodpowiedzialny, skrzywiony emocjonalnie, brak zaufania, niepewność, itd. Różnica wieku nie musi być problemem, ale w tym przypadku jest to różnica pokoleniowa, myślę, że nie do pokonania. Przykre jest to, że zakończy się cierpieniem jednej ze stron, tej, która zdecydowanie na to nie zasługuje.

Mimo widocznej różnicy w wyglądzie na tej płaszczyźnie nie ma problemu. Są wyjścia, wspólne wyjazdy, akceptacja. Problem polega na tym, że ona nie tańczy tak jak jej grają, nie jest plastyczną masą, którą można ulepić według własnego widzi mi się. Kolega nie potrafi docenić ciepła, spokoju, zaufania, miłości, czegoś mu jednak brakuje. Z perspektywy długoletniego związku przekonuję go, że motylki w brzuchu, kiedyś znikną i trzeba czegoś więcej, aby związek trwał. Fundamenty muszą być wiele trwalsze niż seks. Staram się wytłumaczyć, że psychika kobiety jest bardziej złożona niż tylko Kali chcieć jeść, poleżeć przed TV, pobzykać i z musu iść do roboty. Przekonuję, że gdy kobieta jest kochana, czuje to, ufa to za jakiś czas rozkwitnie, dając wiele więcej. Seks to bardzo ważny element związku, jest jego pięknym dopełnieniem, cementuje, oczyszcza, relaksuje, spaja, ale tylko wtedy, gdy jest podszyty miłością i zaufaniem. Nawet najpiękniejszy potrafi się znudzić, po pierwszej fascynacji staje się mechaniczny.

Tłumaczę, że tworząc związek trzeba wiedzieć, czego się oczekuje, ale również mieć świadomość obciążeń. Przecież nie można partnerki ulepić na nowo, jak ludka z plasteliny. Trzeba kochać, szanować, akceptować, rozmawiać, ustalać, iść na kompromisy i być konsekwentnym. 
Znajomemu nie podoba się, że jego partnerka nie walczy z plotkami na swój temat. Według niego jest słaba. Według mnie jest mądra, bo to walka z wiatrakami, dziecinada. Są pewni ludzie, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Przekonuję go, że może pobić wszystkich i może oni przestaną głośno mówić, ale czy przestaną tak myśleć?
 Żółwinka

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz