Szczerość przeważnie nie jest tym, co chcielibyśmy usłyszeć



Szczerość to cecha dość wysoko klasyfikująca się w rankingu cech, które cenimy zarówno u siebie jak i innych...                                                                           
Podobno tylko na szczerości można zbudować prawdziwy związek, przyjaźń i to na niej buduje się czyste relacje miedzy ludzkie. Niby to wszystko prawda, ale czy warto zawsze i w każdej sytuacji być szczerym? Czy szczerość, nie przyniesie komuś zbyt dużego cierpienia, nie przewróci świata do góry nogami, nie rozłoży na łopatki? Myślę, że nie ma złotego środka.Jak powiedział w jednym z wywiadów Maciej Stuhr "szczerość przeważnie nie jest tym, co chcielibyśmy usłyszeć"
Zastanawiam się czy warto powiedzieć przyjaciółce, że kupiona przez nią sukienka jest brzydka, źle dobrana i zamiast maskować jej dość masywne ręce i krótką szyję tylko te mankamenty uwypukli. Warto odbierać jej dobre samopoczucie, wiedząc, że zapłaciła za nią sporo kasy i nie ma szans na kolejne zakupy. Warto być szczerym i popsuć jej imprezę, na którą czeka od dawna, patrząc jak od momenty wyjęcia tej nieszczęsnej kiecki z szafy podryguje nóżką w rytm hitu radiowego. Ja nie miałam tej odwagi. Kim  jestem, aby mówić, w czym wygląda dobrze, a co jej pasuje, a co nie, podobno o gustach się nie rozmawia.

Kiedyś obecny facet mojej kuzynki ciągle wypytywał ją o swoich poprzedników. Kiedy kuzynka bez zastanowienie palnęła cyfrę gorzko tego pożałowała, ponieważ jej facet zaczął robić porównania, wypytywać i stroić fochy, kiedy nie usłyszała tego, co chciał. Jego męskie ego zostało urażone i to śmiertelnie. Wyobrażasz sobie, że po upojnej nocy twój facet pyta cię czy był lepszy od twojego byłego numer 1, czy był bardziej romantyczny od numery 2 i waleczny od numeru 3? No stary, nie ze mną takie numery. Po pierwsze to każdy ma prawo do zachowania prywatności, po drugie, co było a nie jest, nie pisze się w rejestr.

Parę lat temu przyjaciółka ( to od sukienki) zapytała mnie, czy powiedziałabym jej, że mąż ją zdradza. Oczywiście o ile taka sytuacja miałaby miejsce i o ile dowiedziałabym się wcześniej niż sama zainteresowana. Wielkie zdziwienie wyrysowało się na jej twarzy, gdy odpowiedziałam, że nie. 
Sama załatwiłabym te sprawę. Wzięłabym dubeltówkę, którą Pan M tak skrzętnie przechowuje pod tapczanem, przyłapałabym romansujące gołąbeczki na gorącym uczynku i odstrzeliła niewiernemu mężowi jaja. Tak drastycznie może by nie było, ale dubeltówka poszłaby w ruch. Zdusiłabym ten romans w zarodku, nakazała zatrzeć wszelkie ślady i potulnie wrócić do żony. Na pewno po pierwszym sygnale nie biegłabym z tymi rewelacjami do żony. Uważam, że czasem lepiej nie wiedzieć tym bardziej jeżeli nie jest to nic poważnego i połowa miasta jeszcze, o tym nie huczy. Przecież później już nic nie jest takie samo.
Większość z nas deklaruje, że woli najgorszą prawdę niż słodkie kłamstwo. Ciekawa jestem jak wy rozumiecie szczerość i jaki jest wasz złoty środek, a może zawsze i wszędzie triumfuje szczerość, aż do bólu? 
Żółwinka♥

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz